Wydawnictwo MiND » Porady FamilyLab » Jak stosować język osobisty w komunikacji z dzieckiem?

Jak stosować język osobisty w komunikacji z dzieckiem?

  • Co ty wyprawiasz?!
  • Tak nie można!
  • Zostaw te okulary, zepsujesz je!
  • Mój komputer to nie jest twoja zabawka, odejdź od niego!
  • Ją to boli, przestań natychmiast!

To zdania, których używamy odruchowo, kiedy dziecko robi coś, na co się nie zgadzamy. Wypowiadamy je szybko, bez namysłu, żeby jak najszybciej przerwać wykonywaną przez dziecko aktywność. Czy są skuteczne? Czasem tak, czasem nie, to zależy od wielu czynników. Czy mają jakieś skutki uboczne? Zdecydowanie tak.

Jak stosować język osobisty w komunikacji z dzieckiem
Jak stosować język osobisty w komunikacji z dzieckiem? Zdjęcie: Pixabay

Co chcemy zakomunikować dziecku?

Zatrzymajmy się przy pierwszym zdaniu. Może ono być skierowane do dwulatka, który z szuflady w kuchni wyciągnął już opakowanie ryżu, a teraz sięga po torebkę mąki. Albo do pięciolatki, która wspina się na stół, żeby dosięgnąć czegoś, co jest wysoko. Ale równie dobrze może chodzić o dziesięciolatka, który zakłada trampki w listopadzie, lub nastolatka wychodzącego do szkoły w zaskakującym dla nas zestawie odzieży.

Co jest naszą intencją w tej sytuacji? Chodzi o to, że nie podoba nam się to, co dziecko robi, i nie zgadzamy się, żeby to robiło. A co mówimy? „Co ty wyprawiasz?!”. Gdybyśmy mieli rozkodować te słowa i bardziej opisowo ująć, to mogłyby one brzmieć: „To, co robisz, jest niewłaściwe, nie na miejscu! Nie wiem, jak w ogóle mogło Ci to przyjść do głowy!”.

Takie słowa umyśle dziecka bardzo łatwo przekształcają się w ocenę: „To, co robię, jest głupie/nienormalne!”. Niestety, dziecko nie odróżnia oceny swojego zachowania od oceny swojej osoby, dlatego nasze słowa będą dalej ewoluowały w jego głowie w: „Chyba jestem nienormalny” lub „Ja jestem jakaś głupia”.

Jak powiedzieć dziecku, o co nam chodzi?

Jak zatem wyrazić to, co jest naszą rzeczywistą intencją? Warto zrobić to najprościej i najbardziej dosłownie, jak się da: „Nie podoba mi się to, co robisz. Nie zgadzam się, żebyś tak robiła/robił!”

Wielu rodziców reaguje na taką sugestię niepokojem. Myśl, że można w tak bezpośredni sposób mówić o swoich preferencjach i swojej perspektywie, budzi zakłopotanie i obawy o despotyzm władzy rodzicielskiej. A przecież w zdaniu „Co ty wyprawiasz?!” też znajduje się informacja o naszej opinii i preferencjach, tylko jest ukryta. W tym zdaniu brakuje podmiotu: wypowiadając je, nie ujawniamy siebie, tylko skupiamy się na dziecku, sugerując, że to, co ono robi, jest niepożądane ‒ nie ujawniamy jednak PRZEZ KOGO jest niepożądane.

Przecież w każdej z opisanych sytuacji intencja dziecka była dobra, a zachowanie miało swój sens: dwulatek chce poznawać świat przez doświadczenie, więc sięga po przedmioty, które go ciekawią; pięciolatka postępuje adekwatnie do sytuacji, bo skoro nie może dosięgnąć czegoś, czego potrzebuje, to wchodzi wyżej; a dziesięciolatek woli chodzić w wygodnych butach, które go nie uciskają, więc wybiera najwygodniejsze obuwie, jakie posiada; nastolatek zaś podąża za panującą modą, ponieważ ważna jest dla niego przynależność do grupy rówieśniczej.

Dlaczego język osobisty jest lepszy w komunikacji z dzieckiem?

Tylko Z NASZEJ perspektywy coś jest nie tak w tych działaniach, to NAM się one nie podobają i to MY się na nie zgadzamy. Wypowiedzenie tego głośno w najprostszy z możliwych sposobów za pomocą stwierdzenia: „Nie podoba mi się to i nie zgadzam się na to!”, ma bardzo dużo zalet. Po pierwsze, pokazuje, że są możliwe różne perspektywy w spojrzeniu na to samo działanie: tobie podoba się i ciekawi cię to, co mnie się nie podoba i na co się nie zgadzam.

Dla dziecka ma to ogromne znaczenie, bo dla niego bardzo ważne jest, żeby poznać rodzica i wiedzieć, co on myśli, jakie ma zdanie, na co się zgadza, a na co nie. Dzieci chcą robić rzeczy, z których jesteśmy zadowoleni, potrzebują w tej sprawie jasnych komunikatów.

W zdaniu pokazującym naszą perspektywę („Nie podoba mi się to”) nie ma oceny, zmniejszamy więc ryzyko, że dziecko uzna, że to, co ono robi, jest głupie, albo że pomyśli o sobie, że jest głupie. Takie podejście to praktyczne pielęgnowanie równej godności dorosłych i dzieci.

Dodatkowo takie zdanie pozwala nam wziąć odpowiedzialność osobistą. Na przykład gdy nie zgadzamy się, żeby dziecko zjadło kolejnego loda, możemy powiedzieć:

  • Nie można jeść tylu lodów!
  • Za dużo już dzisiaj zjadłeś lodów!
  • Jak będziesz jadł tyle lodów, to się rozchorujesz.

i tym podobne. Można jednak powiedzieć po prostu:

  • Nie kupię Ci kolejnego loda.
  • Nie chcę, żebyś jadł dzisiaj więcej lodów.

W pierwszym wypadku dorosły w swojej komunikacji nie bierze odpowiedzialności za swoją decyzję, powołując się na jakieś zewnętrzne reguły („Nie można”) lub na dobro dziecka. Natomiast w drugim uczciwie komunikuje: taka jest moja opinia, taka jest moja decyzja. W obu sytuacjach dziecko może być sfrustrowane, jednak w drugiej poznaje swojego rodzica: moja mama nie chce, nie zgadza się, żebym jadł tyle lodów.

Czy język osobisty jest skuteczny?

Czy takie zdania są skuteczne? Czy rzeczywiście wpłyną na zmianę zachowania dziecka? Czasem tak, czasem nie… Nie wpłyną jednak negatywnie ani na sposób, w jaki dziecko myśli o sobie ani na naszą relację z nim. Warto przy tym pamiętać, że żadne pojedyncze zdanie wypowiedziane w niewłaściwej czy nawet w krzywdzącej formie nie wyrządzi dziecku wielkiej szkody i nie zepsuje naszej relacji. Na jakość relacji z dzieckiem składają się tysiące interakcji, w których wciąż mamy szansę zrobić coś lepiej, zgodnie ze swoimi standardami.

Język osobisty, w którym jednoznacznie ujawniamy swoje preferencje i swoją wolę, nie jest jakimś cudownym sposobem komunikacji, którego powinniśmy używać zawsze w rozmowach z dziećmi. Nie chodzi o to, żebyśmy posługiwali się tylko nim. Codzienne życie przynosi nam wiele okazji do tego, żebyśmy komunikowali się na różne sposoby: zadawali pytania, wygłaszali opinie, żartowali itd. Język osobisty pasuje do wielu sytuacji i doskonale nadaje się do komunikowania własnych granic i oczekiwań. Jesper Juul pisał: „Rodzice, którzy wychowali się w rodzinie, gdzie język osobisty był zabroniony lub uważany za niestosowny, potrzebują czasu, aby na nowo odkryć jego siłę, ale cel jest wart zachodu. Język osobisty jest nieoceniony, jeśli chodzi o ratowanie relacji”.

Może więc warto spróbować używać tych najprostszych zdań?

* Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Autorka artykułu: Tamara Kasprzyk

Tamara Kasprzyk — psycholożka, trenerka i współzałożycielka Fundacji FamilyLab, mama dwójki dzieci. Wspiera dorosłych w budowaniu relacji z dziećmi opartych na wzajemnym szacunku i dojrzałym przywództwie dorosłych. Pracuje z dorosłymi, uznając, że dobrostan dziecka w rodzinie zależy przede wszystkim od jakości jego relacji z opiekunami. Prywatnie i zawodowo podąża w kierunku wyznaczanym przez wartości promowane przez FamilyLab — równą godność, integralność, autentyczność i odpowiedzialność osobistą.