Wydawnictwo MiND » Porady Jespera Juula » Jak wychowywać córkę, kiedy żyję w destrukcyjnej relacji?

Jak wychowywać córkę, kiedy żyję w destrukcyjnej relacji?

Destrukcyjna relacja zawsze wymaga dwóch stron

Pytanie do Jespera Juula

Jesteśmy z mężem osiem lat po ślubie i mamy cudowną siedmioletnią córkę. Już kiedy go poznałam, dość często pił, ale z czasem stało się to dla niego nałogiem. Alkohol to towarzysz każdej naszej kłótni. Po latach stwierdziłam także, że ma skłonność do depresji, co zresztą sam przyznaje, mówiąc, że miewa myśli samobójcze.

Jak wychowywać córkę gdy ojciec jest alkoholikiem
Jak wychowywać córkę, gdy ojciec jest alkoholikiem? Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Mój mąż pracuje przeważnie popołudniami i wieczorami. Jego obecność w domu ogranicza się zasadniczo tylko do niedziel. Ale nawet wtedy ma czas dla córki, dopiero kiedy się wyśpi. Często muszę go mobilizować, żeby podjął z nią w ogóle jakąś wspólną aktywność: wtedy najczęściej oglądają razem bajki albo jemy coś razem.

W naszej rodzinie panuje klasyczny podział ról: mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta siedzi w kuchni i wychowuje dzieci. Nie zgadzam się z tym. Zostałam inaczej wychowana, ale dostosowałam się do takiego schematu dla dobra naszego dziecka. Pracuję, studiuję i jestem totalnie wyczerpana. Mamy także problemy finansowe. Wszystko, co dotyczy naszej córki, muszę załatwiać sama: od samego początku nie otrzymuję od męża żadnego wsparcia. Komunikacja między nami często ogranicza się tylko do rozmowy telefonicznej.

Nasza córka wyczuwa moją frustrację i nerwowość i jest nieszczęśliwa, że ma tak mało kontaktu z tatą. Od roku stała się bardzo płaczliwa, często czuje się wykluczona przez inne dzieci albo mówi, że miała zły dzień i jest smutna. Właściwie to obie czujemy się wykluczone i niedostrzegane, a nasze potrzeby nie są brane pod uwagę. Czuję, że poruszam się w jakimś błędnym kole. Szukałam pomocy i teraz chodzę do terapeutki, u której mogę mówić o swojej frustracji. Mówię również o zachowaniu mojej córki, która stała się wobec mnie bardzo grubiańska. Zastanawiałam się nad rozwodem z mężem, ale boję się, że wtedy już w ogóle nie będzie miał żadnego kontaktu z córką. Z drugiej strony wydaje mi się, że szczęśliwa matka da lepsze wsparcie swojemu dziecku niż matka przeciążona i nieszczęśliwa, która nie widzi żadnej drogi przed sobą. Co Pan o tym myśli, Panie Juul?

Odpowiedź Jespera Juula

Bardzo Pani dziękuję za zaufanie i za szczery, bezpośredni sposób, w jaki przedstawiła Pani sytuację swojej rodziny. W Pani liście brakuje mi jednak bardzo istotnej informacji: czy kocha Pani swojego męża? A pytam o to dlatego, że jeśli nie kocha go Pani, to trudno mi nawet sobie wyobrazić, skąd weźmie Pani energię i wytrwałość, żeby przetrwać najbliższych kilka lat.

Wydaje mi się, że ból córki pokazał Pani dobitnie, iż nie robi Pani jej żadnej przysługi, znosząc pustkę swojego małżeństwa przez tyle lat. Obie poddałyście się dynamice ofiary, która została zdefiniowana przez najmniej kompetentną osobę w waszej rodzinie, czyli Pani męża.

Do zbudowania i podtrzymywania destrukcyjnej relacji potrzebne są jednak zawsze dwie osoby. W waszym wypadku wygląda to tak, jakby dała Pani swojemu mężowi kluczyki do samochodu, żeby zawiózł was gdzieś po pijanemu. Oczywiście, pod względem moralnym osoba pijąca jest zawsze na dużo gorszej pozycji, ale z punktu widzenia samego życia jesteście w pewnym sensie oboje współodpowiedzialni za to, co się stało, i tylko wasza córka jest prawdziwą ofiarą.

Wspominam o tym dlatego, że mam nadzieję, iż zacznie Pani przeznaczać swoją cenną energię na walkę o siebie, a nie przeciw mężowi. Im dłużej będziecie żyć tak jak teraz, tym bardziej będzie czuł się winny, a poczucie winy będzie popychało go dalej w stronę alkoholu. Jeśli natomiast powiedzie się Pani podjęcie odpowiedzialności za siebie i za córkę, być może zainspiruje go Pani do tego, żeby i on przejął odpowiedzialność za swoje życie.

Jeśli prawdą jest, że mąż od lat żyje z depresją, to wybrał najbardziej destrukcyjny sposób radzenia sobie z nią: stał się introwertycznym, nieodpowiedzialnym, autodestrukcyjnym mężem i ojcem. Świadomie użyłem słowa „wybrał”, ponieważ miał przecież inne możliwości, na przykład mógł podzielić się swoim bólem z Panią albo poszukać profesjonalnej pomocy. Ten fatalny wybór okazał się w pewnym sensie zaraźliwy, ponieważ Pani i córka obrałyście podobną drogę. Teraz musi Pani jednak podjąć odpowiedzialność za swoje życie dla własnego dobra i dla przyszłości Pani córki.

Ma Pani dwie możliwości. Jeśli Pani miłość do męża już wygasła, jest Pani winna jemu i sobie, żeby wystąpić o rozwód. Już pierwsze miesiące po wyprowadzce pokażą, czy mąż jest w stanie emocjonalnie funkcjonować jako dochodzący ojciec. Pierwszym krokiem w tym kierunku będzie jego zerwanie z alkoholem.

Jeśli jednak kocha Pani męża takiego, jakim jest, musi Pani od niego zażądać, żeby udał się na terapię antyalkoholową i zerwał z nałogiem. Proszę wspierać go, jak długo będzie uczestniczył w programie wychodzenia z uzależnienia. Jednak proszę nie myśleć, że Pani miłość jest w stanie go uzdrowić. Jedynie on sam może siebie uzdrowić, a Pani może go tylko przez najbliższe miesiące i lata wspierać. Gdyby jego lekarz faktycznie zdiagnozował u niego depresję i przepisał odpowiednie leki, musi natychmiast przestać pić, nie czekając na to, aż depresja minie. Jednak w takim wypadku powinna Pani mieć realistycznie oczekiwania co do waszej relacji, ponieważ środki antydepresyjne często powodują przytłumienie życia uczuciowego.

Niezależnie od tego, którą drogę Pani wybierze, dla córki będzie to prezent na całe życie. Nie tylko jej relacja z ojcem stanie się jaśniejsza, ale otrzyma od Pani także wzór kobiety, która nie chce być ofiarą. I właśnie tego musi się wkrótce szybko nauczyć.

© by Wydawnictwo MiND & FamilyLab Polska