» » Dom jako hotel dla dorosłych dzieci. Rodzice dorosłych dzieci chcą zadbać o siebie

Dom jako hotel dla dorosłych dzieci. Rodzice dorosłych dzieci chcą zadbać o siebie

wpis w: Porady Jespera Juula | 0

Mój dorosły syn wyprowadził się z domu, ale zachował klucze, i wciąż wpada do nas, żeby zjeść albo „pożyczyć” sobie jakieś urządzenia, kiedy nas nie ma w domu.

Jak moglibyśmy jakoś to ograniczyć, ale tak, żeby go nie urazić? No i żeby nie spowodowało to, że w ogóle przestanie do nas przychodzić. Kiedy można poprosić własne dziecko o zwrot kluczy do domu rodziców?

Dom jako hotel dla dorosłych dzieci Rodzice dorosłych dzieci dbają o siebie
Dom jako hotel dla dorosłych dzieci. Rodzice dorosłych dzieci chcą zadbać o siebie. Zdjęcie: Pixabay

Odpowiedź Jespera Juula

Chciałbym zacząć od historii mojej znajomej ze Sztokholmu. Po rozwodzie pozostała ze swoim szesnastoletnim synem w starym mieszkaniu, dopóki się nie usamodzielnił i nie wyprowadził. Potem często wpadał do niej do nowego mieszkania, żeby pogadać. Podczas jednej z takich wizyt wszedł do domu, uściskał matkę i od razu skierował się w stronę lodówki. Obsłużył się, nie pytając o nic.

Dla matki to był dylemat. Z jednej strony jej serce wypełniało się miłością, kiedy widziała, że jej syn jest najedzony. A z drugiej, czuła się jednak trochę jak namiastka supermarketu. Podzieliła się z nim tymi wątpliwościami, na co on odpowiedział: „Mamo, przepraszam! Nie pomyślałem o tym. Jest mi naprawdę głupio”. W ten sposób oboje rozwiązali ten konflikt.

Kiedy rodzice powinni dbać o swoje potrzeby?

Matka była zadowolona i do tego stopnia dumna, że opowiedziała o tym swoim przyjaciółkom. Były to inteligentne, wykształcone i doświadczone kobiety i matki.  A jednak po tej rozmowie moja przyjaciółka stwierdziła, że w ośmiu przypadkach na dziesięć musi je określić jako „matki kwoki”. Tak silne było w nich wyobrażenie o tym, że miłość do dziecka musi być równoznaczna ze „służeniem”.

Pani pytanie odnosi się do podobnej sytuacji, tylko że jako rodzice nie wypowiedzieliście tego problemu na głos. Z jednej strony kochacie swoje dziecko ponad wszystko w świecie, a z drugiej czujecie, że nadszedł już czas, żeby zadbać o własne potrzeby. Wielu rodziców od samego początku daje dzieciom przekaz, że miłość to coś w rodzaju obsługi. Własne potrzeby odsuwają na drugi plan, a dzieci się do tego przyzwyczajają. Wtedy otrzymują one od rodziców bardzo dużo usług, a za mało prawdziwego przewodnictwa.

W ten sposób przyszłe relacje między rodzicami i dorosłymi dziećmi stają się problematyczne:

  • Czy ten frustrujący podział ról musi trwać wiecznie?
  • Czy może raczej rodzice powinni przejąć inicjatywę i skierować wzajemną relację raczej w kierunku trwałej przyjaźni?

Kiedy nasze dzieci stają się dorosłe

Ten podział ról załamuje się najczęściej dopiero wtedy, gdy w rodzinie pojawiają się wnuki. One nie są przygotowane na to, żeby w idyllicznym domu dziadków przydzielano im jakąś rolę. Chcą mieć prawo same mówić, na co mają ochotę, a na co nie. W ten sposób atmosfera może się zagęścić od niewypowiedzianych oczekiwań i zduszonej agresji. Pojawia się pytanie: jak można coś zmienić w takim układzie, nie raniąc nikogo.

Także wtedy, gdy dzieci są już dorosłe, na rodzicach spoczywa odpowiedzialność zbudowania rodzinnej kultury i norm, które pozwolą dobrze czuć się każdemu i sprzyjają rozwojowi miłości.

Poważne rozmowy przy rodzinnym obiedzie

Najlepszą okazją po temu jest niedzielny obiad, na który można zaprosić swoje dorosłe dzieci. Wtedy rodzice powinni wyłożyć karty na stół i powiedzieć: „Przyszedł czas, żebyście stali się dorośli i naprawdę opuścili swój dom rodzinny. Owszem, boimy się, jak będzie wyglądało nasze życie bez was, ale cieszymy się, że teraz zostanie więcej czasu i przestrzeni na nasze potrzeby. Dla was oznacza to konkretnie tyle, że standard naszej obsługi znacząco się obniży. Było cudownie być z wami tak blisko przez tych kilkanaście lat, ale wiemy, że przyszłość musi przynieść zmiany”.

Każdy rodzic może wykonać także następujący eksperyment myślowy. Proszę wyobrazić sobie swojego syna lub córkę za dziesięć lat, jak ze swoimi partnerami omawiają, gdzie spędzą święta Bożego Narodzenia. Czy odpowiadałoby wam, gdyby Wasz syn lub córka używali głównie jednego argumentu: „Moi rodzice byliby urażeni, gdybyśmy w tym roku nie przyjechali do nich na Wigilię”. Czy to by się Wam podobało? Czy nie wolelibyście, żeby powiedzieli: „Chcę w tym dniu po prostu być z moimi rodzicami”.

* Tytuł i śródtytuły pochodzą od Redakcji.

Polecamy ciekawe artykuły Jespera Juula:

  1. Trudna relacja dorosłej córki z matką. Problemy dorosłych dzieci w relacjach z rodzicami
  2. Problemy współczesnej rodziny. Brak czasu dla siebie i dla dzieci, brak równowagi w życiu
© by Wydawnictwo MiND & FamilyLab Polska